poniedziałek, 6 lipca 2009

Wejściowy tydzień...


Zeszły tydzień rozpocząłem przygotowania do swojego kolejnego startu... Pierwszy raz tak wcześnie! Zastanawiając się dlaczego odpowiedź jest prosta. Po prostu po ostatnim występie znowu poczułem tę chęć zwyciężania. Znowu powiedziałem sobie CHCĘ... Choć do znakomitej diety daleko, ale pomalutku...
W poniedziałek (29.06.2009 r.) Zrobiłem sobie ranny bieg wytrzymałościowy i muszę przyznać, że czułem si wspaniale o czy może świadczyć czas na Glinne (Szczyt - 42:50 / Całość - 1:30:30). Postanowiłem, że pierwszego tygodnia będę trenował tylko 1 raz dziennie.
Wtorek (30.06.2009 r.) musiałem wyjechać do Warszawy po ring już o 2 w nocy i wróciłem wraz z nim około 15 do WG. Jako, że postanowienia są zawsze najmocniejsze na początku ;-) to oczywiście zrobiłem sobie trening dla odmiany kolarski. Tydzień wcześniej kupiłem sobie rowerek, o którym kiedyś mogłem tylko pomarzyć - Meride Road Race 901-18. Trasa wiodła przez część Pętli Beskidzkiej - jako że dopiero zaczynam zrobiłem sobie ciekawy trening. Trasa wiodła od WG przez Cięcine, Radziechowy, Żywiec, Pietrzykowice, Lipową, Twardorzeczkę, Radziechowy, Cięcinę - WG.
Dystans: 38.57 km
Czas : 1h 27min. 44 sek.
Średnia V: 26,61 km/h
Max V: 58 km/h
Jak na początek przygody z rowerkiem całkiem przyzwoicie.
Środa (01.07.2009 r.) Rano musiałem rozkładać ring do treningów w Cięcinie więc trochę to czasu zabrąło - dobrze, że pomagało kilka osób więc całkiem całkiem. Oczywiście już o 18:00 trenowąłem na nim również wejściowo po krótkiej rozgrzewce 10 rund w.z.c. i tylko 4 na przyborach w luźnym tempie tylko pod przypomnienie.
Czwartek (02.07.2009 r.) Tego dnia postanowiłem postawić lekkie wyzwanie - mianowicie odbyć najdłuższą trasę jaką kiedykolwiek przejechałem. Zeszło sie to z przyjazdem mojego Brata z rodziną więc ustaiwliśmy wsyzstko tak, że wraz z Żoną pojechaliśmy do Mysłowic samochodem gdzie mieszka Brat, a wróciłem rowerem w towarzystwe Karola a nasze Żony wróciły samochodem. Brat ubezpieczył nas w dodatkowy bidon i kilka batonów na drogę. Przyznam się szczerze, że spodziewałem się trudniejszej przeprawy co nie oznacza, że nie obyło się bez kryzysu na kilkanaście kilometrów przed Kętami. Trasa wiodła z Mysłowic Brzęczkowic przez Imielin, Oświęcim, Kęty, Porąbkę, iędzybrodzie Bialskie, Tresną, Żywiec - WG.
Dystans: 85,74 km
Czas: 3h 29 min. 19 sek.
Średnia V: 24,69 km/h
Max V: 57, 6 km/h
Pod koniec złapał nas deszcz na wysokości Horolnej, ale dojechaliśmy elegancko bez większych przygód.
Sobota (04.07.2009 r.) W Piątek nie trenowałem trzeba yło poświęcić się rodzince w końcu i tak nie widujemy się za często z Bratem więc zrobiliśmy wypad na Boraczą i w sumie dzięki naszym Żonom dotarliśmy tam na nogach więc był to taki "aktywny wypoczynek". W sobotę chciałęm pochwalić się ciekawą trasą i kilkoma dobrymi podjazdami do przejścia granicznego Zwardoń/Skalite. Przez większośc trasy jest na prawdę świetny asfalt tylko przy jednym ze zjazdów droga jest nie ciekawa. Jak się okazało dla mnie feralna. Już przy samym zjeździe przez moment straciłęm koncetracje i skończyło się na nieciekawym upadku z mojej strony. Na szczęście rower bez większych uszkodzeń - trochę pierwsyzch rys zaliczył - ja również tylko z kilkoma obtarciami, które jeszcze trochę się będą goić. Tylko przeżutki są do roboty. Na szczęście wyprostowaliśmy manetki od hamulcy i dojechaliśmy do samej granicy i nie potrzebne było wsparcie. Ogółe mówiąc...
Dystans: 39,72 km
Czas: 1h 50 min 17 sek
Średnia V: 22, 06 km/h
Max V: 67, 5 km/h
I tak zakończyłem pierwszy tydzień wejściowy...
Czas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz