piątek, 10 lipca 2009

Słaby bieg...


Co za męczarnie dziś przechodziłem to wiem chyba tylko sam. Już dawno nie czułem się tak źle podczas biegu. Kryzys utrzymywał się od pierwszego podbiegu aż do ostatnich chyba 300 metrów przed szczytem. Najważniejsze, że wytrzymałem do końca dokładając sobie na sam koniec jeszcze parę kilometrów za karę wczorajszego urodzinowego tortu wzdłuż Soły za słaby czas na szczycie. Przybiegłem strasznie zmordowany. Pieprzone cukry... Koniec ze słodzeniem kawy, Aśka poleciała już do sklepu po zieloną herbatę. Trasa Glinne - czerwony szlak
Czas Szczyt: 46min 03sek - dalej ze złości nie mierzyłem taki byłem zły, ale całość wyszła ok. 2h
Po południu zrobiłem już troszkę lepszy trening bokserski czysto wprowadzający.
12 rund walki z cieniem z kamizelką obciążeniową 6kg + 4 rundy pracy na przyborach i rundę skakanki na zakończenie. Nie zmienia to faktu, że bieg spieprzył mi humor, ale w poniedziałek dam sobie w dupe na tyle żeby zejśc poniżej 43minut. Tak dla zasady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz